Kusy

 

      Urodził się 15 stycznia 1907 roku. Początki jego sportowej kariery to rok 1924, gdzie jako zapalony piłkarz grywał w klubie Ożarowianka. Jego powołaniem były jednak biegi lekkoatletyczne. Startował na dystansach od 800 m do 10 km, a czasami w biegach sztafetowych 4 x 400 m. Znaczące wyniki zaczął osiągać mając 21 lat, a więc w roku igrzysk olimpijskich w Amsterdamie, jednak na zaszczyt startu na igrzyskach olimpijskich musiał jeszcze cierpliwie poczekać. Jego kariera sportowa nie przebiegała harmonijnie, sukcesy na bieżni przeplatały się z kłopotami zdrowotnymi. Trenował dość eksperymentalnie, jak na tamte czasy, co powodowało, że organizm często się buntował. Z tego też powodu bywał zmuszony przerywać starty i treningi, a kilka sezonów poprzedzających udział w Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles zostało całkowicie spisanych na straty. Start w Los Angeles był więc wielką nagrodą za upór i umiejętność walki z kontuzjami i chorobami. Efekty morderczego treningu były imponujące. Dwa rekordy świata ustanowione jeszcze tuż przed Igrzyskami sprawiły, że do Stanów Zjednoczonych jechał już jako gwiazda światowej lekkiej atletyki. Po pasjonującej walce, obfitującej w dramatyczne wydarzenia, zdobył złoty medal olimpijski w biegu na 10km bijąc rekord igrzysk i oczywiście rekord Polski. Ten rekord przetrwał aż 22 lata, do roku 1954, w którym po raz pierwszy rozegrano Memoriał poświęcony jego pamięci. Na starcie biegu na 5km, gdzie jego szanse na złoty medal były również ogromne niestety nie stanął. Walkę o miano króla igrzysk uniemożliwiły mu odparzone stopy po biegu na 10km. Kolejna kontuzja w 1933 roku sprawia, że stopniowo ogranicza starty, od czasu do czasu poprawia jakiś rekord Polski, zdobywa tytuł wicemistrza Europy. Startuje jednak sporadycznie. Kontuzja ciągle uniemożliwia mu należyte przygotowanie się do kolejnego sezonu. Poddaje się operacji w Wiedniu i okazuje się to być słuszna decyzja. W 1938 roku wraca na bieżnię i biega coraz szybciej. Wydaje się, że nadchodzące kolejne Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 1940 roku będą należeć znowu do niego. Niestety te Igrzyska Olimpijskie się nie odbyły. Po wybuchu wojny tak, jak wielu innych, kapral Janusz Kusociński, bo o nim mowa chwyta za karabin i broni ukochanej Warszawy obsługując CKM w II Batalionie 360 pułku piechoty od strony ulicy Powsińskiej. Po upadku stolicy rozpoczyna działalność konspiracyjną, którą przerywa aresztowanie przez gestapo. Ginie tragiczną śmiercią 21 czerwca 1940 roku w Palmirach rozstrzelany wraz z wieloma innymi więźniami Pawiaka. Odznaczony dwukrotnie Krzyżem Walecznych za zasługi na polu walki Janusz Kusociński pseudonim „Kusy” żył krótko, ale całe swoje 33 lata życia związał z Warszawą i jej klubami.

      Dokładnie w 74 rocznicę jego śmierci w Palmirach zorganizowany został bieg w celu przypomnienia jego sylwetki, a także upamiętnienia śmierci jego, jak również innych ofiar zamordowanych podczas egzekucji w Palmirach w latach 1939-43. Na tamtejszym cmentarzu spoczywa przeszło 2000 osób, w tym także wielu przedstawicieli polskiej inteligencji, polityki, sportu, kultury. Ponieważ biegi z elementem historycznym to jest coś, co lubię najbardziej nie mogło i mnie tam zabraknąć. Nie odstraszył mnie nawet możliwy scenariusz powrotu do Warszawy na piechotę i kilkunastokilometrowy marsz. Jak się później okazało na szczęście udało się go uniknąć. Na starcie stanąłem tym razem z Piotrem, poznanym na wyjeździe na Monte Cassino. Przed nami 5km, przede mną dodatkowo próba poprawienia wyniku 23:51 uzyskanego 3 maja na warszawskim Biegu Konstytucji,. Jest to mój oficjalny rekord na tym dystansie choć kilka dni temu na treningach udawało mi się pobiec już prawie minutę szybciej. Tuż przed samym biegiem widząc moją koszulkę z Biegu na Monte Cassino podszedł do mnie sympatyczny starszy Pan, który choć dziś jego zdecydowanie zaokrąglona sylwetka o tym nie świadczy, to w latach sześćdziesiątych podobno był w czołówce polskich biegaczy długodystansowych i jak sam stwierdził „ocierał się” nawet o miejsce w kadrze narodowej. Wdaliśmy się w bardzo ciekawą i miłą rozmowę, podczas której opowiedział mi historię o tym, jak w latach siedemdziesiątych pracując w stoczni w Szczecinie uratował ze statku, który miał być zezłomowany i sprzedany do Turcji orła 3 Dywizji Strzelców Karpackich walczących właśnie pod Monte Cassino. Porozmawialiśmy także o samym Monte Cassino. Ciekawą rozmowę przerwał zbliżający się początek biegu. Sygnał do startu i ruszamy. Zacząłem bardzo szybko, zbyt szybko. 4:06 po pierwszym kilometrze musiało się odbić na moim samopoczuciu już wkrótce. Drugi kilometr, trzeci tempo jeszcze bardzo dobre. Na czwartym kilometrze już decydowanie wolniej i walka ze zmęczeniem. Piąty kilometr to samo. Stać mnie było jeszcze na mały zryw kilkaset metrów przed metą i w końcu upragniony finisz. Czas stosunkowo niezły. Cel osiągnięty. Choć wiem, że można było pobiec dziś jeszcze lepiej. Zła taktyka i zbyt szybkie tempo na początku ostatecznie odbiło się stratą na dwóch ostatnich kilometrach. Dobór stroju także nie był odpowiedni. Kilka godzin przed biegiem było zimno i pochmurno. W czasie biegu wyszło piękne słońce i zrobiło się gorąco. Ciepły strój nie był więc zbyt komfortowy.

      Po biegu wszyscy uczestnicy biegu i kibice udali się do Muzeum w Palmirach, gdzie można było obejrzeć wiele pamiątek, zdjęć, a także unikalny film nagrany w trakcie i tuż po złotym biegu olimpijskim Janusza Kusocińskiego w Los Angeles wraz z krótkim wywiadem, w którym padły znane i często cytowane słowa „Jestem dumny, iż (…) mogłem rozsławić imię Polski (…). Muzeum w Palmirach jest jedynym podmiotem na świecie uprawnionym do publikacji tego filmu. Potem wszyscy przeszliśmy na pobliski cmentarz, gdzie wraz z delegacją polskich byłych olimpijczyków z Grażyną Rabsztyn na czele złożone zostały wiązanki na grobach między innymi marszałka sejmu Macieja Rataja, oraz wspomnianego już wcześniej Janusza Kusocińskiego. Reasumując fajny bieg, i świetna lekcja historii…

2014.06.21 Palmiry (POL) 5km BIEG PAMIĘCI W PALMIRACH – 23:11

Więcej zdjęć:

 Źródło: fotografii Pana Kusocińskiego: Wikipedia