Kropka nad „i”

      Niemalże dokładnie rok temu wybrałem się na BIEG PODLASKA DYCHA do Platerowa. Wówczas to postanowiłem ze sobą zabrać rower, by przy okazji biegu i emocji sportowych zwiedzić trochę ciekawych miejsc i popodziwiać malownicze widoki nadburzańskich krajobrazów. Podczas tamtej wyprawy udało mi się zobaczyć chociażby Świętą Górę Grabarkę, czy Sarnaki, gdzie w centrum miasta stoi pomnik upamiętniający jeden z ciekawszych epizodów II Wojny Światowej. Swoje wrażenia z tamtego wyjazdu opisałem w poście zatytułowanym W plenerze. Niestety z braku czasu nie udało mi się wówczas zobaczyć Siemiatycz i Drohiczyna, czego bardzo żałowałem. Obiecałem sobie jednak, że wrócę tu za rok przy okazji kolejnego biegu, by dokończyć rozpoczętą wówczas wycieczkę i postawić przysłowiową „kropkę nad i”. Tak też się stało. Tym razem rozpocząłem od Siemiatycz. Już przy wjeździe do miasta odkryłem interesujące miejsce. Znajdował się tam mały cmentarzyk, na którym spoczywa 53 żołnierzy niemieckich i 63 żołnierzy rosyjskich poległych w 1915 roku podczas walk I wojny światowej. Również w samym mieście jest dużo ciekawych miejsc, jak chociażby Kościół parafialny Wniebowzięcia NMP ufundowany w 1456 roku, klasztor misjonarzy zbudowany w XVIII wieku, cerkiew prawosławna z XIV wieku, oranżeria z 1860 roku, dom talmudyczny z roku 1900, czy też na przykład posągi Sfinksa strzegące bramy wjazdowej do dawnego pałacu księżnej Anny Jabłonowskiej. Również okoliczne lasy kryją w sobie pozostałości okazałych bunkrów z czasów II wojny światowej tak zwanej linii Mołotowa – pasa radzieckich umocnień ciągnących się wzdłuż granicy z III Rzeszą, wytyczonej po podziale Polski, dokonanym przez okupantów w 1939 r. Z Siemiatycz kieruję się do Drohiczyna podziwiając po drodze nadburzańskie krajobrazy. Drohiczyn to historyczna stolica Podlasia. Przyjmuje się, że gród został założony w 1038 roku, ale najstarsze ślady archeologiczne sięgają nawet VII wieku. Drohiczyn był miastem królewskim Korony Królestwa Polskiego. Dziś jest prawdziwą perłą architektury. Skrywa w sobie wiele pięknych miejsc i zabytków. Wśród nich wymienić można zespół klasztorny jezuitów wraz z bazyliką katedralną z przełomu XVI i XVII wieku, klasztorem i kolegium z wieku XVII, zespół klasztorny franciszkanów z Kościołem pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP, dzwonnicą, klasztorem, stróżówką i oficyną wybudowanymi w XVII wieku, zespół klasztorny benedyktynek z kościołem i klasztorem z tego samego okresu, obelisk z 1928 r. ustawiony na Górze Zamkowej na pamiątkę odzyskania niepodległości, z której można podziwiać Bug i nadburzańskie krajobrazy. Ciekawym obiektem i atrakcją miasta jest też bez wątpienia zegar słoneczny. Różne źródła podają, że różnica pomiędzy czasem pokazywanym na zegarze, a czasem właściwym wynosi tylko kilka minut. Sprawdziłem. To prawda. W Drohiczynie można by spędzić cały dzień, a i tak pewnie zabrakłoby czasu by wszystko zwiedzić i zobaczyć. Pamiętając jednak o podstawowym celu swojej wycieczki, czyli o biegu musiałem powoli kierować się w stronę Platerowa. Udało mi się dotrzeć na miejsce godzinę przed biegiem. Na starcie stanąłem mając w nogach dokładnie 76km jazdy rowerem. W takiej sytuacji trudno było oczekiwać rewelacyjnego wyniku, zwłaszcza, że i pogoda była mało sprzyjająca do bicia rekordów. Podobnie jak rok temu upalne słońce. Natomiast o ile w tamtym roku tuż przed biegiem spadł mały deszcz, o tyle w tym razem nie można było liczyć nawet na parę kropli. Od samego początku postanowiłem więc potraktować ten bieg raczej na luzie, choć pierwsze dwa kilometry tego nie wskazywały. Czas poniżej dziesięciu minut. Zdecydowanie za szybko by biegać w tym tempie przy takiej pogodzie, a zwłaszcza mając w nogach tyle kilometrów. Zwolniłem trochę, później utrzymując już tempo do samego końca. Osiągnięty czas, choć daleki od rekordu życiowego to jednak nienajgorszy i myślę, że powinienem być zadowolony. Podobnie zresztą jak z całego dnia. Piękna pogoda, śliczne widoki, ciekawe miejsca, emocje sportowe i duża dawka ruchu. Cieszę się, że postanowiłem dokończyć swoją wycieczkę, bo było warto.

      Na koniec parę słów o samym biegu. Bieg w Platerowie jest biegiem bardzo kameralnym to jednak mocno obsadzonym. Atrakcyjne nagrody i bliskość wschodniej granicy przyciąga bardzo dobrych biegaczy z Ukrainy i Białorusi. W tym roku w biegu wystartowała także nasza znakomita biegaczka średniodystansowa, trzykrotna olimpijka, szósta zawodniczka biegu na 1500 metrów na Igrzyskach Olimpijskich w Sydney oraz siódma zawodniczka na tym samym dystansie na Igrzyskach Olimpijskich z Aten – Anna Jakubczak-Pawelec. Lista uczestników nie jest długa, co sprawia, że każdy z nich jest bardzo ciepło przyjęty przez tutejszych kibiców, którzy dzielnie i sercem dopingują każdego biegacza. Poza biegiem głównym na 10km, rozgrywanych jest także kilka krótszych biegów. Możliwość rywalizacji na różnych dystansach sprawia, że każdy nawet najbardziej początkujący biegacz może znaleźć tutaj coś dla siebie. Fajna impreza, miło spędzony czas. Pewnie przyjadę tu za rok, za pewne także z rowerem.

2014.06.28 76km: SIEMIATYCZE-DROHICZYN-SARNAKI-PLATERÓW oraz 10km: BIEGIEM PRZEZ PLATERÓW PODLASKA DYCHA – 53:11

Więcej zdjęć: