Ucieczka przed zającem

      Przygotowując formę i walcząc o miejsce w naszej najlepszej firmowej drużynie na majowy Maraton Sztafet Ekiden postanowiłem zadebiutować w warszawskim Parkrun – Praga w Parku Skaryszewskim. Co tydzień w każdy sobotni poranek grupa pasjonatów i zapaleńców w jak najlepszym tego słowa znaczeniu spotyka się i organizuje spotkania biegowe na dystansie 5km, w których bez żadnych opłat i zbędnych formalności może wziąć każdy przy tym świetnie się bawiąc. Jako że do maja zostało już niewiele okazji do startów na tym dystansie zdecydowałem się sprawdzić swoją aktualną dyspozycję właśnie w tym biegu. Dokładnie tydzień temu na treningu uzyskałem bardzo dobry jak na swoje możliwości wynik, którym udowodniłem, że choć rywalizacja w tym roku jest naprawdę zacięta to jednak miejsca w naszej drużynie łatwo i bez walki nie oddam. Tym razem chciałem potwierdzić już bardziej oficjalnie,  że mimo, iż poziom znacznie się podniósł i pojawiło się kilka nowych twarzy to miejsce w drużynie jak najbardziej ciągle mi się należy i  być może postawić przysłowiową „kropkę nad i”,.

12321678_1803310293230590_2036285798496102609_n

      Przedświąteczny moment sprawił, że nie zabrakło dziś też akcentów wielkanocnych. Jak przystało na bieg, którego hasłem przewodnim było „Ucieczka przed zającem”, także wśród uczestników nie zabrakło zajęcy, a na mecie na każdego z uczestników czekało czekoladowe jajeczko. Nawet aura mimo, że to sobotni poranek zafundowała nam dziś „lany poniedziałek”. Od rana lał deszcz. Czułem spore rozczarowanie, bo mimo, że lubię biegać w deszczu to jednak wiem, że to nie są dobre warunki na bicie rekordów, a o to mi dzisiaj przecież chodziło. O ile temperatura do biegania bardzo dobra, to jednak wydawało mi się, że jest zbyt mokro i ślisko by zmierzyć się dzisiaj ze swoją oficjalną życiówką z zeszłorocznego Biegu Konstytucji (21:38), a to miał być absolutny plan minimum na dziś.

12049649_1803312829897003_1597545015249751979_n

      Rzadko to robię, ale dziś ustawiłem się z przodu stawki. W końcu start. Przez pierwszy kilometr zupełnie niespodziewanie dla siebie trzymałem się z najlepszymi w okolicach 10 miejsca. Wkrótce jednak okazało się, że chyba za bardzo poniosła mnie ambicja i zacząłem zbyt szybko. Już po kilometrze zacząłem tracić dystans do czołowej grupy, a zaczęli mijać mnie kolejni zawodnicy.  Spadłem o kilka lokat, potem jednak moja pozycja ustabilizowała się już do samego końca. Tym razem biegłem bez pomiaru czasu, trudno więc było kontrolować mi tempo. Wydawało mi się, że nie jest najgorsze, nie pojawił się żaden większy kryzys. Z drugiej strony nie czułem, że wszystko w moim biegu było perfekcyjne, że biegnę na granicy swoich możliwości, a warunki dziś raczej mi przeszkadzały, niż pomagały. Na metę dobiegłem bardzo zmęczony, choć być może jest jeszcze jakiś margines i dałoby się jeszcze wykrzesać odrobinę więcej. Po biegu dosyć długo musiałem czekać na wyniki. Oczekiwałem ich z ogromną niecierpliwością i zaciekawieniem. Gdy okazało się, ze mój czas to 21:18 poczułem sporą satysfakcję i ulgę. Nie jest to być może szczyt tego, czego dzisiaj oczekiwałem, ale wynik ten daje mi wiele radości i stawia mnie w gronie faworytów w walce o drużynę na Ekiden. „Kropki nad i” dziś nie było, jednak wynik ten daje wiarę, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a czuję, że i tak nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Wesołych Świąt! Alleluja!

2016.03.26 Warszawa (POL) 5km:  PARKRUN – PRAGA – 21:18

12400993_1803314039896882_4247749029444579730_n

Więcej zdjęć:

Dookoła Świata

      40 076 kilometrów. Tyle wynosi obwód Ziemi na równiku. Dystans ten stał się też inspiracją do pewnej sportowej zabawy, której jestem pomysłodawcą i w której wraz z kolegami w firmie, której pracuję miałem przyjemność uczestniczyć w zeszłym roku. To zdecydowanie najdłuższe i najcięższe sportowe wyzwanie, w którym brałem udział, a szansą  na sukces w tej rywalizacji mogło być tylko zaangażowanie, determinacja i wytrwałość przez pełnych dwanaście miesięcy, bez względu na to, czy pada akurat śnieg i jest zimno,  wieje wiatr, pada deszcz, czy też z nieba leje się niemiłosiernie palący letni żar. Pomysł pojawił się zupełnie spontanicznie. Po prostu któregoś zimowego styczniowego wieczoru, szukając motywacji na kolejny rok i kolejne sportowe postanowienia pomyślałem, że czemu miałbym bawić się w sport samemu, skoro wśród moich kolegów i znajomych z pracy jest wiele osób, dla których także pełni on ważną rolę w życiu i moglibyśmy robić to razem, przy okazji motywując i wspierając się nawzajem. Są narzędzia, takie jak na przykład aplikacja Endomondo, która świetnie w tym pomaga.

WP_20160321_07_56_49_Pro

      Zabawa miała charakter zarówno indywidualny, jak i zespołowy. Poza rywalizacją w trzech konkurencjach takich, jak Nielsen Spala Kalorie, Nielsen Biega oraz  Nielsen Jeździ Rowerem, w których zawodnicy rywalizowali i pracowali na swój własny wynik, był też cel wspólny – pokonać razem dystans Ziemi na równiku (40 076km) oraz spalić co najmniej 2 015 000 kcal. W zabawie wzięło udział 64 moich kolegów i koleżanek. Po dwunastu miesiącach zmagań udało nam się z dużą nawiązką zrealizować oba założone cele. W całym minionym roku pokonaliśmy wspólnie 61 134 kilometry,  spaliliśmy 4 360 989 kcal i potrzebowaliśmy na to 7 431 aktywnych sportowo godzin. Także indywidualnie udało mi się osiągnąć bardzo dobry wynik, z którego mogę być naprawdę zadowolony i dumny.

      Rywalizacją, która cieszyła się największym powodzeniem, bo skupiała sympatyków wszystkich dyscyplin było Nielsen Spala Kalorie.  W tej konkurencji wzięły udział aż 64 osoby. Tylko przez pierwsze trzy miesiące mogłem mieć nadzieję, na nawiązanie walki o zwycięstwo. Prowadzenie zmieniało się wówczas co kilka dni między mną, a  Andrzejem. Potem jednak Andrzej pokazał na co go naprawdę stać i że to jemu należy się miano najlepszego spalając w ciągu całego roku  512 092 kcal. Mi przypadło zaszczytne drugie miejsce, choć jeszcze latem musiałem się mocno namęczyć by odeprzeć atak Maćka, który dzięki swoim niesamowitym wyczynom na rowerze zbliżył się i nawet na chwilę mnie wyprzedził. Ostatecznie jednak zająłem drugą lokatę z dość dużą przewagą (spalonych 427 404 kcal).

      Drugą rywalizacją było Nielsen Jeździ Rowerem. W tej konkurencji wzięło udział 29 osób. Podobnie jak w Nielsen Spala Kalorie bardzo długo rywalizacja upływała pod dyktando moje i Andrzeja. Zamienialiśmy się na czele stawki dopóki nie pogodził nas Maciej, który w samym tylko lipcu wykręcił 1500 km i ostatecznie wygrał zdecydowanie całą zabawę z wynikiem 5555.57 km. Mi przypadło pewne trzecie miejsce, choć aby utrzymać tą pozycję mimo coraz gorszej pogody musiałem się jeszcze mocno napracować w ostatnich miesiącach, by odeprzeć atak Kuby.  Ostatecznie w całym minionym roku na rowerze przejechałem 3731,52 km.

      Chyba najbardziej  zacięta rywalizacja trzymająca w napięciu do samego końca miała miejsce w Nielsen Biega.  Początkowo to Andrzej zdecydowanie prowadził i było raczej pewne, że będzie absolutnym i niekwestionowanym faworytem do zwycięstwa. Szyki pokrzyżowała mu jednak wiosenna kontuzja, w wyniku której spadł na czwarte miejsce. Wówczas wydawało się, że w takiej sytuacji największe szanse ma Asia. I faktycznie, przez wiele miesięcy to Ona liderowała klasyfikacji i nadawała ton tej rywalizacji. Dopiero latem na fali przygotowań do jesiennych maratonów udało nam się (mi i Marcie) najpierw zbliżyć, a potem wyprzedzić Asię. Do końca października prowadzenie zmieniało się między nami i wydawało się, że jest spora szansa, że to któremuś z nas przypadnie zwycięstwo. Ostatecznie jednak nie wytrzymałem tego tempa, co było też trochę efektem jesiennej kontuzji. Widząc brak realnych szans postanowiłem skupić się już na obronie miejsca na podium w klasyfikacji rowerowej. Gdy wydawało się, że zwycięstwo biegowe przypadnie Marcie, Andrzej pokazał na co go stać, wysunął się na prowadzenie, którego nie oddał już do końca i zasłużenie zwyciężył. Mi udało się odeprzeć ataki Asi ostatecznie kończąc podobnie, jak w „rowerze” na najniższym stopniu podium, z czego jestem i tak bardzo zadowolony. W całym roku 2015 udało mi się przebiec 2653,13 km to jest ponad dwa razy więcej, niż zakładałem na początku roku.

WP_20160321_08_35_56_Pro

     Podsumowując to był bardzo aktywny i udany sportowo rok w naszej firmie. Z nieukrywaną radością cieszę się, że mój pomysł zyskał tak duże zainteresowanie i entuzjazm moich kolegów, a także przychylność i wsparcie firmy. Jest mi niezmiernie miło, że aż tyle osób przyłączyło się do naszej wspólnej zabawy. Doceniam wkład i zaangażowanie każdego z nas. Każdy dołożył do naszego wspólnego celu swoją mniejszą lub większą cegiełkę  i za to wszystkim i każdemu z osobna dziękuję. Wiele emocji i miłych wrażeń, a przede wszystkim motywacji na pokonywanie kolejnych barier i osiąganie swoich sportowych celów dostarczyła także rywalizacja indywidualna. Pamiątkowy medal i statuetka za osiągnięty wynik jest ogromną nagrodą, ale równie ważne dla mnie, a może nawet ważniejsze są miłe słowa uznania i podziękowania moich kolegów. Ciesze się, że w kolejnym roku kontynuujemy tą ideę, która tym razem cieszy jeszcze większym zainteresowaniem.

a12642514_1086683734707587_2354053971245948971_n