Tytułem wstępu…

    Nigdy nie lubiłem biegać… Zawsze liczyła się tylko piłka, potem rower. Bieganie mnie nudziło, męczyło. Pewnie przeżyłbym całe życie z tą świadomością i przekonaniem gdybym parę lat temu nie spotkał na swojej drodze Daniela – kolegi z pracy, który już wtedy był kilkukrotnym maratończykiem i biegał regularnie. Wspólne pogawędki o przygotowaniach do kolejnego startu lub o wrażeniach z ostatniego biegu zaszczepiły we mnie ciekawość, a z drugiej strony chęć do spróbowania własnych sił. W końcu sport, medale, kibice to jest to, co zawsze mnie kręciło. Ciągle była to jednak raczej sfera chciejstwa, niż jakiejkolwiek aktywności w tym kierunku. Zacząłem jednak weekendowo biegać sam dla siebie. Na początku było to 4, z czasem 6 km. Pierwszy zmierzony czas na 10km to 1.04:10, za drugim razem było jeszcze gorzej – 1.06.24… Z czasem przybrało to zupełnie nieprzewidywalny dla mnie obrót. Zacząłem biegać coraz więcej, coraz szybciej, pokonywać dystanse, o których wcześniej nawet nie marzyłem. Bieganie stało się dla mnie ogromną przyjemnością, receptą na sposób spędzania wolnego czasu, na aktywny wypoczynek. Dziś postanowiłem dzielić się swoimi doświadczeniami i przeżyciami na tym właśnie blogu.

Reklama